W PreZero Arena Gliwice Polska przegrywa z Ukrainą w drużynowych rozgrywkach Billie Jean King Cup 2026. Stawką jest awans do turnieju finałowego w Shenzhen w Chinach (22-27 września).
Dziś kibice i telewidzowie zobaczyli dwa spotkania singlowe. Za to w sobotę od godz. 12 zaplanowano pojedynek gry podwójnej. Później odbędą kolejne single - jeden lub dwa. Ta zmiana kolejności zbliża rywalizację w BJK Cup do Pucharu Davisa.
- Zmiana regulaminu wpłynie na dynamikę meczu i zarządzanie drużyną. Inaczej prowadzi się zespół ze świadomością tego, że debel jest grany jako trzeci, bo każdy kapitan musi sobie odpowiedzieć na pytania, czy zawodniczka będzie w stanie po grze podwójnej od razu wystąpić w singlu. Każdy z nas będzie się tego uczył, reguły dla wszystkich są takie same - wyjaśnia kapitan Dawid Celt.
Pierwszy punkt dla Ukrainy wywalczyła Marta Kostyuk (27 WTA), która wyraźnie pokonała Magdę Linette (55 WTA) 6:4, 6:0. W drugim meczu Katarzyna Kawa (160 WTA) przegrała z Eliną Svitoliną (7 WTA) 2:6, 1:6.
Piątek: Magda Linette - Marta Kostyuk 4:6, 0:6; Katarzyna Kawa - Elina Svitolina 2:6, 1:6.
Sobota: Maja Chwalińska/Katarzyna Kawa - Ludmiła Kichenok/Nadia Kichenok (godz. 12); Magda Linette - Elina Svitolina; Katarzyna Kawa - Marta Kostyuk.
W pierwszym secie długo bez przełamań i breakpointów (4:5). W dziesiątym gemie Kostyuk przełamała Magdę (4:6). Marta znakomicie rozpoczęła druga partię, wykorzystała drugiego breakpointa (0:2). Linette zmarnowała szansę na szybkie przełamanie powrotne (0:3). Po raz trzeci (0:4) i czwarty z rzędu straciła serwis (0:6).
Kasia przełamała Elinę w gemie otwarcia (1:0). Szybko straciła przewagę (1:1), ale ponownie odebrała podanie Svitolinie (2:1). Ukrainka zdobyła rebreaka (2:2). Obroniła breakpointa, jako pierwsza utrzymała serwis (2:3). Dwukrotnie na sucho przełamała Kawę (2:4, 2:6). W drugiej partii Polka dwa razy straciła podanie (0:2, 1:5). Nie odrobiła strat (1:6).
Linette grała z Kostyuk po raz trzeci w karierze. Przegrała z nią też w 2023 roku w San Diego 2:6, 6:7 (5) i dwa lata później w Katarze 4:6, 2:6.