Zamknij
Online
Użytkownicy online
133

ATP

Dodaj komentarz

Wywiad - Daniel Michalski jest gotowy do kolejnych wyzwań

DP 13:23, 23.12.2025 Aktualizacja: 10:55, 22.12.2025
Skomentuj

Daniel Michalski (250 ATP) w 2025 roku triumfował w dwóch turniejach ITF M25 - w Turcji i na Sardynii. Kilka razy dobrze zaprezentował się w challengerach ATP. Nowy sezon rozpocznie w Sydney w narodowych barwach w drużynowym turnieju United Cup. Wystąpi w nim po raz trzeci. 

Jesteś trzecim polskim singlistą w rankingu ATP Tour. Spodziewałeś się, że dostaniesz się do prestiżowych zawodów w Australii?

- Wiedziałem wcześniej, że Kamil raczej się nie zgłosi, więc miałem szansę wypełnić jego miejsce. Kiedyś nie doceniałem takich okazji, teraz bardzo się cieszę, że mogę tam zagrać. Podchodzę do tego jak młodziak - chcę się dobrze przygotować, czerpać radość z treningów i wykorzystać genialne warunki. To znakomity sposób na rozpoczęcie roku i świetna motywacja. Oczywiście, że jest też gratyfikacja finansowa, ale dla mnie najważniejsze jest doświadczenie - tenisowe i życiowe. Możliwość trenowania w takim otoczeniu i spotkania świetnych ludzi to największa wartość. Cieszę się z każdej okazji - to motywuje mnie do pracy i pozwala uniknąć monotonii w treningach. Doceniam możliwość poznawania nowych miejsc - jak Tajlandia czy Wietnam. Wykorzystuję to, żeby cały czas utrzymać energię i motywację. 

Jak wspominasz swoje wcześniejsze występy w United Cup?

Pierwsza edycja była chyba najtrudniejszym momentem w mojej karierze. Byłem wtedy dopiero około 250. miejsca i patrząc na to, kim jestem teraz, tamta sytuacja była ogromnym wyzwaniem, zarówno mentalnym, jak i sportowym. Mimo trudności, super, że mogłem zagrać i doświadczyć tej atmosfery, bo dało mi to dużo motywacji. Druga edycja, kiedy doszliśmy do finału dla Polski, wspominam świetnie - wtedy poczułem, że moje wysiłki zaczynają procentować i że mogę faktycznie rywalizować na wysokim poziomie. Te doświadczenia pokazały mi, że każdy turniej, niezależnie od wyniku, uczy czegoś nowego i buduje odporność mentalną.

Jak podchodzisz do przygotowań do United Cup?

Teraz podchodzę do tego z dużym spokojem, ale też maksymalną koncentracją. Mam nadzieję, że wszyscy będą w świetnej formie, szczególnie fizycznie, bo przygotowanie motoryczne jest w tym turnieju kluczowe. Obserwuję też graczy, którzy mają mocny serwis, bo oni w pewien sposób łatwiej odbudowują swoją grę w trudnych momentach i zyskują kilka gemów przewagi, co pozwala wejść na pewne „schodki” w meczu. United Cup to jedyna w roku taka szansa, żeby zmierzyć się z zawodnikami z absolutnego topu, więc staram się maksymalnie wykorzystać to doświadczenie - zarówno sportowo, jak i mentalnie, żeby czerpać radość z tego, że mogę być częścią takiego wydarzenia.

Co zapamiętałeś z treningów z Iga Świątek?

Niesamowite doświadczenie, bo widziałem z bliska, jak profesjonalnie podchodzi do treningu - od pierwszej piłki daje z siebie 110 procent. Intensywność i precyzja jej gry są niesamowite. Naprawdę robi wrażenie. Nie wiem, czy jakiś tenisista byłby w stanie grać na takim tempie z taką dokładnością i starannością na krosach. W sensie technicznym i dynamicznym mogę być wsparciem dla takiej tenisistki, jak wiceliderka rankingu WTA. Oczywiście gram lepiej, bo jestem facetem, ale chodzi o to, by trening był wartościowy dla niej, chodzi o utrzymanie tempa, precyzji i reakcji. Będąc drugim singlistą, to naturalne, że jestem potrzebny do takich treningów, oczywiście poza wykonywaniem swoich. Gdyby nie Iga, to mnie by tam w ogóle nie było. Po tych dwóch latach będę mógł zobaczyć, czy nadążam za jej piłkami.

Start w United Cup to także spory zastrzyk finansowy

Fajnie jest grać dla Polski i być w tym towarzystwie. Aspekt finansowy także jest bardzo miły. Szczególnie, jeśli polska reprezentacja zajdzie daleko, wtedy jest to dla mnie proporcjonalnie bardzo istotne.  

Jak się czujesz po kolejnym sezonie? Zwłaszcza że kiedyś mówiłeś, że mniej więcej o tej porze chciałbyś kończyć karierę. Możesz powiedzieć, że „przetrwałeś” kolejny rok - jak to wygląda z perspektywy czasu?

Sezon był bardzo przyjemny. Skończyłem równo na 250. miejscu, więc mogę powiedzieć, że jestem w pierwszej 250 na świecie. Szkoda tylko ostatniego spotkania - dwóch niewykorzystanych piłek meczowych z Duńczykiem Elmerem Mollerem (121 ATP) długo nie zapomnę. Mimo to oceniam sezon bardzo wysoko. Uważam, że był najlepszy w mojej karierze, choć rankingowo nie najwyższy. Był też jednym z trudniejszych, bo na początku nie wiedziałem, czego się spodziewać. Miałem niskie oczekiwania, ale dużą potrzebę udowodnienia sobie i innym, że wciąż mogę grać na wysokim poziomie. Myśl o tym, że to mogą być moje ostatnie miesiące gry, dała mi pozytywną presję - przestałem patrzeć w przyszłość, a skupiłem się na teraźniejszości, na najbliższym treningu, na tym, co jest tu i teraz. To bardzo mi pomogło. Miałem ogromną determinację. Nawet po bolesnej porażce w ostatnim meczu - który mój przeciwnik później wygrał cały turniej - już godzinę później czułem pozytywne nastawienie. Pomyślałem: „jutro przerwa, ale za dwa dni mogę wracać, nie potrzebuję wakacji”. Zarówno fizycznie, jak i mentalnie byłem gotowy do dalszej pracy. Jestem dumny z tego, z jakiego mentalnego dołka udało mi się wyjść.

Mówiłeś też, że nie wiedziałeś, czy te turnieje nie będą twoimi ostatnimi. Miałeś jakiś konkretny próg - np. spadek w rankingu albo zejście do mniejszych turniejów - po którym uznałbyś, że to koniec? Czy to była decyzja bardziej „na wyczucie”?

To było bardziej umowne niż oparte na konkretnym rankingu. Myślałem, że w grudniu spojrzę na swoją sytuację: czy robię progres, czy czuję radość z gry, czy to wszystko ma dla mnie sens. Gdybym nie zdobył żadnych punktów, pewnie przestałoby to dawać frajdę - to jasne. Ale najważniejsze było to, czy wróci głód rywalizacji. I wrócił. Nie miałem ani chwili zawahania, żeby kończyć, nawet gdy ranking na początku rósł powoli. Szło to krok po kroku, ale w dobrą stronę. Wróciła motywacja, by być lepszym tenisistą i atletycznie rozwijać się kompleksowo. Bardzo zadbałem o dietę, regenerację, trening - o wszystko, co poza kortem, a co jest kluczowe, szczególnie kiedy nie jest się genetycznym „zjawiskiem”. Kiedyś patrzyłem na ultraprofesjonalnych zawodników jak na kosmitów. Teraz sam jestem tak postrzegany - z podziwem, ale też z lekkim zdziwieniem. I to mnie utwierdza, że idę swoją, niewydeptaną ścieżką. Wiem, że nie mam potencjału na Top 1-3. Ale mogę grać na wysokim poziomie i wierzę, że sezon 2026 będzie jeszcze lepszy.

W którym momencie uznałeś, że chcesz odstawić mięso? 

To było bardzo płynne. W pewnym momencie po prostu przez dwa tygodnie nie zjadłem mięsa. Potem pomyślałem: „dobra, to jeszcze tydzień”, później kolejny… A kiedy minął ponad miesiąc, miałem może ze dwa–trzy momenty, że miałem ochotę coś zjeść, ale szkoda mi było tego „ciągu”. Nie była to decyzja zdrowotna ani ideologiczna - po prostu znudziły mi się kurczak i indyk, a wołowina i inne mięsa są dla mnie zbyt tłuste. Po czasie to weszło w nawyk. Ale to nie jest tak, że nigdy więcej nie tknę mięsa. Gdybym był gdzieś i jedyną opcją był kurczak - zjadłbym. Tu nie ma żadnych przekonań, żadnej misji. Wciąż jem ryby i owoce morza, więc nie jestem w pełni „bezmięsny”. Natomiast jeśli chodzi o eliminacje glutenu czy innych produktów, które realnie wpływają na mój performance - to już były świadome decyzje. 

A nie jest ci trudno utrzymać odpowiednią ilość białka bez mięsa? Wydaje się, że to właśnie najtrudniejsze w takiej diecie.

Mam wręcz odwrotny problem - myślę, że białka jem za dużo. Uwielbiam nabiał: jogurty, skyr, twaróg. Do tego dochodzą ryby, owoce morza, tofu, produkty sojowe, jajka, rośliny strączkowe, sery. Możliwości jest mnóstwo. Jasne, o strączkach wiem, że przez brak pełnego kompletu enzymów wchłanialność białka jest trochę mniejsza, ale to szczegół - finalnie i tak da się złożyć świetną dietę. I tu kluczowe jest jedno: wiedza. Im więcej wiesz o żywieniu i produktach, tym łatwiej to ogarnąć. Czyli - jak w tej grze na PlayStation - wiedza to naprawdę potęga.

Jak wygląda twoja kontrola nad suplementami i kontakt z kontrolerami dopingowymi? Czy pilnujesz tego na co dzień? 

Tak, pilnuję tego bardzo uważnie. Suplementacja jest u mnie raczej prosta: izotoniki, elektrolity i podstawowe witaminy. Nic skomplikowanego. Kontrole dopingowe… no, nie jestem ich fanem - zwykle przychodzą o 5–6 rano, kiedy człowiek najmniej ma ochotę na takie atrakcje. Ale to część naszej rzeczywistości. Przerobiłem różne suplementy i zauważyłem, że im bardziej komplikuję temat, tym mniej z tego realnych korzyści. Dlatego ograniczam wszystko do absolutnego minimum.

Nadal nie masz wsparcia producenta rakiet?

Niestety muszę radzić sobie sam, bo nie mam dostępu do nowych rakiet od producenta. Szukam ich po Amazonie, eBayu czy Allegro, bo od lat gram tym samym modelem - sprzed siedmiu, ośmiu lat. Nie potrafię zaprzyjaźnić się z nowszymi wersjami. Wolę mieć jak najmniej zmiennych: jeśli przegrywam, to ja przegrywam, a nie rakieta. Starych sztuk mam jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt, ale ich stan… no, agonalny. Testowałem różne modele i firmy, ale kompletnie nie było chemii. Te moje stare, niebieskie - one „same grają”. Próbowałem zmieniać, ale przez dwa turnieje nową rakietą wygrałem chyba sześć gemów, więc szybko wróciłem do starych. Im dłużej grasz jedną rakietą, tym trudniej się przesiąść na inną. Właśnie w takiej pułapce jestem.

Jak duże wsparcie dał ci ostatni sponsor w porównaniu z wcześniejszymi?

Bardzo pomogło. Część wydatków mi odpadła - mogłem rozliczyć wiele rzeczy, co dawało spokój głowy. Oczywiście wciąż wyznaję zasadę, że nie wolno oszczędzać na regeneracji czy jedzeniu, bo to kluczowe dla wyników. Ale wsparcie sponsora pozwoliło mi skupić się na treningach i rywalizacji, zamiast martwić się o koszty. To też mocne poczucie, że ktoś wierzy we mnie i moje możliwości.

Wiele osób zauważyło zmianę Twojej gry po rozpoczęciu współpracy z trenerami Tomasz Iwańskim i Mieczysławem Bogusławskim oraz AZS Łódź. 

Tak, wszystko się zmieniło, bo zarówno trenerzy, jak i moje nastawienie miały na to wpływ. Nie da się tak po prostu komuś dać narzędzia i oczekiwać, że od jutra wszystko będzie działać perfekcyjnie. Wtedy każdy byłby w setce, a nie każdy tam jest. Ale ja nawet dziś, nagrywając wiadomość do taty, powtarzałem sobie, jak bardzo żałuję, że nie zacząłem trenować tutaj wcześniej. Zastanawiałem się nad tym wiele razy, różne były przeszkody logistyczne czy inne aspekty, ale decyzja przyszła dopiero wtedy, kiedy zdecydowałem, że to właściwy moment. Teraz widzę, jak ogromnie to wpłynęło na moją grę i rozwój.

A więc zmiana trenera i środowiska rzeczywiście miała wpływ na twoją grę ofensywną i podejście na korcie?

Tak, zdecydowanie. Chodzi o Tomka Iwańskiego, Mietka Bogusławskiego i ich podejście. Trenujemy rzeczy naprawdę przemyślane, pod moją grę, skupiając się na moich mocnych stronach i deficytach, a nie na naklejaniu kolejnych uderzeń czy kilometrów tylko po to, by „zaliczyć”. To jest trening pode mnie, a nie uniwersalny szablon. Wcześniej często trener mówił "dobra, dobra, robimy moje", a mój głos był raczej obok. Teraz jest zupełnie inaczej - rozmawiamy wszyscy razem, na tym samym poziomie, jestem traktowany jako dorosła, inteligentna osoba, której zależy na najlepszym efekcie. To daje poczucie, że wszystko, co mówię, ma znaczenie,. Mogę decydować o intensywności czy kierunku treningu.

A jak wygląda kwestia sparingów i dostępności kortów?  

Tak, ogromnie lepiej. Nie muszę martwić się logistyką, jak kiedyś w Warszawie - kto może zagrać, kiedy kort jest wolny, wszystko jest dogadane, ustalone. W Łodzi mam komfort: konkretny plan na każdy dzień, dokładnie o której zaczynamy. To zdjęło mi ogromne obciążenie psychiczne i pozwala w pełni skupić się na grze.

Jakie są twoje cele na zbliżający się sezon?

Step by step - nie wybiegać w przyszłość, tylko ciężko pracować, cieszyć się grą i z każdym turniejem budować energię do kolejnych wyzwań. Chcę zachować to samo nastawienie, jakie mam teraz, i w kolejnych 12 miesiącach być równie skupionym i skutecznym.

Rozmawiała Dominika Pawlik

(DP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
0%