Maja Chwalińska (21 WTA), finalistka paryskiego szlema, rano wróciła do Polski. Jej lot z Paryża śledziły tysiące osób. Na lotnisku w Warszawie również pojawiła się spora grupa kibiców.
Na lotnisko nie było warunków, aby tenisistka mogła rozdawać autografy i pozować do zdjęć z fanami. Na pytania dziennikarzy odpowiadała dopiero na konferencji prasowej.
- Dziękuję za ciepłe przywitanie, za ogromne wsparcie, jakie otrzymałam przez trzy tygodnie. Jestem zaskoczona aż takim zainteresowaniem kibiców i mediów. Będąc w Paryżu nie czułam skali tego, co dzieje się w Polsce. To dla mnie nowa rzeczywistość. Przez 18 lat gram w tenisa i w końcu coś kliknęło. Ciężka praca i cierpliwość się opłaciły - powiedziała Maja.
Zapytana o trzy rzeczy, które zapamięta z Paryża, Chwalińska odpowiedziała: - Będzie to14 pizz moich trenerów przez trzy tygodnie, wywiady z Andre Agassim i Johnem McEnroe oraz wsparcie publiczności przed finałem.
Po dzisiejszych obowiązkach medialnych (m.in. o godz. 19.30 rozmowa w programie "Fakty po Faktach" w TVN24) i powrocie do domu (chce się dobrze wyspać i dobrze zjeść), Maja uda się na krótkie wakacje nad ciepłe, zagraniczne morze.
Chwalińska nie ustalała jeszcze ze swoim sztabem terminu wznowienia treningów. Za tydzień zapadnie decyzja, czy dostanie dziką kartę do wielkoszlemowego Wimbledonu 2026. - Otrzymanie dzikiej karty byłoby bardzo miłe - wyjawiła Maja.
"Rywalkami" do WC w Londynie są słynne Amerykanki Serena i Venus Williams.