Polski Tenis

WYNIKI

KLUŻ-NAPOKA WTA 250: Kawa - Szabo 6:2, 6:1; Bara - Friedsam 6:2, 6:3; Buzarnescu - Tomova 6:2, 6:3; Kucova - Buyukakcay 6:1, 6:1; Schmiedlova - Kuzmova 6:4, 6:2.

Wyprawa fanów tenisa z Relaksmisją do Singapuru

Grupa polskich kibiców wybrała się na cykl turniejów do Azji wraz z biurem podróży Relaksmisja.

Po wizytach w Bangkoku i Szanghaju dotarli już do Singapuru, gdzie dopingiem wspierać będą Agnieszkę Radwańską.

DZIEŃ 1

– Jesteśmy w Singapurze. Jest parno, wilgotno, a ruch w porównaniu z innymi azjatyckimi miejscówkami żaden. Na ulicach czysto, taksówkarze mówią po angielsku, a ich samochody lśnią – relacjonuje Stan Skotnicki z Relaksmisji.

– Po wizytach w Szanghaju i Bangkoku, Singapur jest trzecią metropolią, którą odwiedzamy. Jesteśmy już więc przyzwyczajeni do smogu, drapaczy chmur, pysznego jedzenia, skośnych oczu i wszechobecnych uśmiechów.

– Zasadnicza różnica pomiędzy tymi trzema miastami to kasa. Jesteśmy wciąż w Azji, ale Singapur to cztery razy droższe piwo, 8 razy droższy smażony ryż z krewetkami, 10 razy droższa taksówka. Mniej więcej oczywiście, ale czujemy tę różnicę już pierwszego dnia.

– Tutaj też nie je się na ulicy (co uwielbialiśmy w Bangkoku), czy nie chodzi na piechotę po brudnych małych uliczkach (co w Szanghaju spodobało nam się dopiero w świetle słońca). Singapur nie jest rajem dla lubiących spacery i lokalny syfek – tu wszystko lśni, jest punktualne, nowe, dokładne, od A do Z.

– Nowe są też obiekty sportowe – dwa stadiony, które są wielkie może dla Azjatów, ale przy Kraków Arenie wymiękają. Mniejszy stadion (Indoor Singapore) mieści 7 tysięcy kibiców i w tym roku najlepsze tenisistki świata, które przyjechały tu na kończący sezon WTA Finals.

– Wczoraj zaczęły grać – wyniki, które znacie mogą świadczyć o łatwych i krótkich meczach, ale wrzaski Sereny, podskoki Any, forehandy Simony i wdzięki Gieni na żywo brzmią, wyglądają i są ekstra.

DZIEŃ 2

– Dzień drugi na turnieju mistrzyń był zupełnie inny niż pierwszy. Przede wszystkim był polskim dniem – Agnieszka i Karolina wygrały swoje mecze, a my zrobiliśmy furorę razem z innymi spotkanymi w Singapurze Polakami.

– Inna sprawa, że mecze które zobaczyliśmy obfitowały w cudowne wymiany, genialne zagrania, dramatyczne zwroty akcji. Pojedynek Wożniackiej z Szarapową był najlepszym meczem tego wyjazdu, a Agnieszka, jak twierdzi „dzięki polskim kibicom”, też dała czadu!

– Singapurski turniej pełen jest jednak niedociągnięć. Zastanawiamy się czy jest to spowodowane tym, że tenis jest tu w ogóle niepopularny? Czy to po prostu brak doświadczenia?

– Dzieci podające piłki zupełnie nie wiedzą co się dzieje, specjaliści od światła od czasu do czasu przycisną zły guzik by przez przypadek oślepić zawodniczki. Niejednokrotnie irytowało to Wożniacką, co nawet było zrozumiałe przez kibiców (na innych turniejach zazwyczaj słychać wtedy buczenie. Ci wydają się być zdezorientowani, nawet na wyrażne polecenie organizatorów „MAKE SOME NOISE” siedzą cicho, aż strach pomyśleć co się stanie gdy nas już tu nie będzie.

– Zaplecze gadżetowe prawie nie istnieje, co oczywiście bardzo nas martwi. Trochę zmanierowani Australią mieliśmy nadzieję na kupno pamiątek, koszulek, a przede wszystkim ręczniczków. Jest jednak z tym wszystkim słabo.

DZIEŃ 3

– Singapur jako niewielkie państwo miasto jest bardzo zróżnicowanym kulturowo miejscem. Większość mieszkańców ma pochodzenie chińskie (około 75 %), a także malajskie i hinduskie. Oprócz ociekających złotem i świecących ulicznych neonów nowoczesnych części miasta takich jak Marina, Orchard w kilka minut jazdy czyściutkim metrem możemy znależć się w kolorowych dzielnicach Chinatown czy Little India. Tu panuje zupełnie inna atmosfera – można zjeść pyszności na ulicy i kupić podrabianego rolexa. Ludzie też są zupełnie inaczej ubrani, bardziej nachalni i bezpośredni. Trafiamy akurat na hinduskie święto Deevali – w Little India pełno więc ludzi, którzy przez 4 dni mają wolne i wykorzystują je odpowiednio – zanoszą kwiatki i kadzidełka do kolorowych świątyń, po czym zasiadają na chodnikach z arakiem w ręku i upijają się do nieprzytomności. Co ciekawe – nie ma wśród nich kobiet! Hinduska kultura jest dla nas niezrozumiała.

– Wieczór spędzamy w Marinie – dzielnicy nad wodą, z pięknymi drapaczami chmur oraz symbolami miasta. Robimy więc fotkę z Merilonem, posągiem pół ryby pół lwa i wypijamy najdroższe piwo (mały Heineken 49 zł) w Sky Barze – na dachu kultowego hotelu Marina Bay Sands.

– Pora na decydujące mecze Agnieszki Radwańskiej! Przygotowaliśmy się odpowiednio – biało-czerwone GO AGA GO robi wrażenie nawet na singapurskiej telewizji, która robi z nami wywiad i filmuje jak wesoło skaczemy 🙂 Dziś teren wokół Singapore Sports Hub jest wyjątkowo tłoczny, mecze zaczynają się wczesnym popołudniem, więc na mecze zapowiedziały sięlokalne szkoły podstawowe i dzieci ustawione w przykładne kolejki blokują wejścia na trybuny poważnym kibicom. Hasło „Aga Radwańska Team” pozwala nam się jednak przecisnąć do wschodniej bramy, którą wchodzimy na wypchane po sufit trybuny. Udało się nam załatwić miejsca przy samym korcie, miejsca idealne, kibicujemy więc od samego początku, panowie Wożniacki i Wiktorowski zadowoleni, dziewczyny chyba też bo i jedna i druga miło nam na koniec machnęły…

Pozdrawiamy i gratulujemy Serenie wielkiego zwycięstwa!

Kategoria:

BET kody bonusy | Bukmacherzy - ranking firm z polskim zezwoleniem | Reklama | Linki | Polityka prywatności